Hit kolejki, a mianowicie mecz Legii Warszawa z Jagellonią Białystok nie rozczarował. Przez dłuższy czas w spotkaniu brakowało bramek, jak i samych strzeleckich okazji - w grze było dużo walki i ciekawych, nie rzadko niekonwencjonalnych zagrań. Z każdą minutą jednak poziom wzrastał, tak jak wzrastała przewaga Legii Warszawa. Wojskowi starali się pokazać swoim kibicom, że pierwsze kiepskie występy były spowodowane tylko i wyłącznie brakiem zgrania zawodników. Wyraźnej przewagi nie potrafili jednak wyraźnie udokumentować. Niesamowity błąd popełnił Iwański - gdyby trafił w piłkę byłoby już z pewnością po meczu, a tak piłkarze dalej musieli się martwić. A było czym - gdyby debiutant, młodziutki piłkarz w drużynie Jagiellonii, Bartek Pawłowski, podał w jednej z akcji na wolne pole do Franka, z pewnością mielibyśmy remis. Niestety, chłopak chciał sam stać się bohaterem, co drużynie nie wyszło na dobre. Ostatecznie to jednak Legia wygrała. Czy zasłużenie? Zapewne tak, zagrała lepszy mecz i słusznie zbliżyła się do lidera na 4 punkty.
W niedzielę cała piłkarska Polska miała oczy zwrócone na stadion przy ulicy Cichej w Chorzowie, gdzie tamtejszy Ruch podejmował rozpędzoną Lokomotywę z Poznania. Biorąc pod uwagę to, że klub z Wielkopolski w ostatnich 3 meczach strzelił 11 bramek wielu kibiców zadawało sobie pytanie czy Kolejorz odblokuje się wreszcie w lidze i zacznie się piąć w górę tabeli. Pomimo obietnic piłkarzy Mistrza Polski, którzy zapowiadali wygraną, kibice Lecha po raz kolejny musieli przełknąć gorycz porażki. Goście mieli przewagę na początku spotkania i od czasu do czasu bardzo groźnie atakowali. Niestety rażąca nieskuteczność oraz brak zdecydowanego krycia przy stałych fragmentach gry doprowadziła do kompromitującej pozycji w strefie spadkowej. Kibice drużyny od dłuższego już czasu zadają sobie pytanie, co jest nie tak z Lechem, czemu potrafią się zmotywować na mecze w LE, a klubom z ligowego podwórka oddają inicjatywę? Póki co, pytanie to ciągle pozostaje bez odpowiedzi.
Tymczasem wicelider - Korona Kielce, zanotował porażkę z Arką Gdynia. Gdynianie wygrali mecz na swoim stadionie dając do zrozumienia, że ich tymczasowe boisko, na którym rozgrywają mecze stało się wręcz twierdzą nie do zdobycia. Można tak śmiało stwierdzić, ponieważ w tym sezonie przed nie przegrali jeszcze przed własną publicznością. Popularne "Scyzoryki" po porażce Jagielloni miały szansę na objęcie pozycji lidera. Po tym meczu bez żadnego ryzyka można powiedzieć, że bez Andrzeja Niedzielana Korona traci większość atutów w ataku. Nie może tego zmienić nawet Edi Andradina, który pod nieobecność doświadczonego kolegi starał się wziąć sprawę strzelania bramek w swoje ręce.
Wisła Kraków ciągle pozostaje bezkształtna. Nowy trener nie jest już taki nowy, a od początku jego pracy nie widać zauważalnej poprawy w grze Białej Gwiazdy. Po porażce z Lechem, udało im się tym razem wygrać w derbach z Cracovią, ale decydujący gol padł dosłownie w ostatnich sekundach spotkania i porażka byłaby równie sprawiedliwa. O ile, klub z Krakowa ma naprawdę świetny skład, o tyle piłkarze ci ciągle nie mogą znaleźć motywacji do gry. Klika przebłysków świetnej gry w trakcie meczu nie jest w stanie zagwarantować zwycięstwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz