Postawa naszych graczy nie była zła. Od tego trzeba zacząć i pośród całego smutku, należy właśnie w tym upatrywać zalet i przede wszystkim z nadzieją patrzeć w przyszłość. Wystarczy wspomnieć o tym, co wszyscy w kółko powtarzają od jakiegoś czasu. Ostatnie spotkanie w grupie nie było, jak się do tego przyzwyczailiśmy, meczem o honor, a meczem o wszystko. I to jest najważniejsze. Nasi gracze nie zawiedli nas i nie rozczarowali już pierwszym spotkaniem, który pogrążyłby nasze szanse. Chłopaki dali nam bardzo dużo radości, emocji i podnieśli naszą wiarę w to, że naprawdę można coś osiągnąć. Cudownie było patrzeć na drogi pokryte samochodami ozdobionymi polskimi flagami. Na flagi przymocowane do domów. Wreszcie niesamowite wrażenie robili sami kibicie zebrani czy to na stadionie, w strefach, na ulicach, czy wreszcie w domach przed telewizorami. Wszyscy łączyliśmy się w kibicowaniu, dumni, że jesteśmy Polakami. A z pewnością wszystko nie wyglądałoby tak kolorowo, gdyby gra polskiej reprezentacji od razu ściągnęła nas na ziemię. Dla tych kilku dni, które przeżyliśmy razem jako prawdziwi kibice, warto było czekać na EURO. I nie ma co załamywać rąk. Turniej trwa dalej, emocji z pewnością nie zabraknie, a przecież już niedługo ruszą eliminacje do Mundialu. Mamy młody, dobry zespół, który jeszcze wiele musi się nauczyć, ale z radością możemy patrzeć w przyszłość.
Mecz z Czechami miał wyglądać zupełnie inaczej. Spodziewaliśmy się ataku i bramek, w końcu tylko zwycięstwo mogło dać nam awans. I chociaż skład, który był tak samo defensywny jak ten z Rosją mógł budzić pewne obawy, że Smuda nie do końca wie, co robi, że próbuje bronić wyniku nic nam nie dającego, to jednak okazało się, że zespół nastawiony jest ofensywnie i gotowy grać o zwycięstwo za wszelką cenę. Akcja goniła akcję i tak w pierwszej połowie stworzyliśmy mnóstwo groźnych sytuacji, z których przynajmniej jedna musiała zakończyć się golem. EURO nie jest łatwym turniejem i w wielu meczach bywa, że los daje tylko jedną sytuację, którą trzeba wykorzystać, aby coś osiągnąć. Taki jest obowiązek piłkarzy. My natomiast nie wykorzystaliśmy nic, ba!, większość strzałów nie trafiła nawet w światło bramki. Mylił się Polański, posyłając piłkę w powietrze, mylił się Obraniak, trafiający w boczną siatkę, wreszcie mylił się sam Lewandowski, który jako jedyny napastnik nie może liczyć, że w meczu będzie miał wiele okazji do zdobycia gola. A nie wykorzystał niemal stuprocentowej. Gdzieś tam musiały być nerwy, ogromne oczekiwania nie pozostawiały piłkarzy obojętnymi i presja widać okazała się zbyt duża.
W drugiej połowie nasi gracze pokazali zupełnie inne oblicze. Czesi, którzy przez gola Greków musieli teraz z nami wygrać, wykazali się ogromną determinacją i robili wszystko, by osiągnąć cel. I to im się udało, zdobyli bramkę. My z kolei przysnęliśmy, opadliśmy z sił i zdecydowanie brakło nam kogoś, kto mógłby pociągnąć grę do przodu. Niecelne podania, niepotrzebne wykopy i masa fauli, sprawiły, że praktycznie nie mogliśmy podejść pod bramkę przeciwnika. Mimo, że Smuda robił, co mógł, szybko dokonując zmian, reagując na postawę piłkarzy (natychmiastowa zmiana Murawskiego, który przyczynił się do straty bramki), to jednak na niewiele się to zdało. Świeży gracze nie wnieśli nic do gry. Oczekiwany przeze mnie Grosicki przeprowadził być może ze dwa rajdy, z których żaden nie skończył się celnym dośrodkowaniem. Mierzejewski, choć próbował, nie potrafił dobrze rozegrać piłki. A Brożka praktycznie nie było widać. Razem z Lewandowskim stworzyli w drugiej połowie duet "niewidzialnych" napastników. Gdzieś pod koniec przygasł Kuba. Piszczek też nie wykonywał rajdów, do których nas przyzwyczaił. Wyglądało to tak, jakby po stracie bramki, zgasła w piłkarzach wiara w zwycięstwo i chęć do gry. Szkoda, bo czasu było jeszcze wiele.
Smuda już zapowiada, że z reprezentacji odejdzie. Nie wiem czy to dobrze. Być może gdyby dostał jeszcze jedną szansę i dłużej popracował nad tym zespołem, mógłby osiągnąć z nim jeszcze więcej. Ale z drugiej strony sprawa może wypaliła się już do końca i potrzebny jest ktoś ze świeżym pomysłem na ten zespół. Trudno powiedzieć. Z wieloma decyzjami Smudy można się nie zgadzać. Brak konkretnej taktyki, niekonsekwencja, wreszcie powoływanie piłkarzy, którzy o graniu w piłkę nie mają pojęcia (Boenisch). Ale nie można mu też odjąć zalet. W końcu sam zbudował ten skład, wiedział czego chce, wybrał odpowiednich dla siebie piłkarzy i bez względu na krytykę do końca starał się realizować swoje cele. I jak już wspomniałem wcześniej, gra jego piłkarzy przyniosła nam sporo radości.Damian Drabik



