Z całym szacunkiem dla Rosji, bo bez wątpienia na chwilę obecną jest to zespół zdecydowanie lepszy od Polski, to jednak nie ma co przesadzać. Trzech defensywnych pomocników? To ilu wystawimy na, dajmy na to, Hiszpanię? Jeszcze gdybyśmy mieli na tę pozycję naprawdę klasowych graczy, którzy świetnie graliby w destrukcji, ale w razie potrzeby potrafili też wyprowadzić akcję do przodu. Niestety, przez całą pierwszą połowę Murawski i Dudka snuli się po boisku, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. Faktycznie przez długi okres graliśmy nie najgorzej z tyłu, skutecznie przeszkadzając Rosjanom w tworzeniu klarownych sytuacji, jednak nie przekładało się to zupełnie na grę ofensywną. Piłki do Lewego najczęściej zagrywane były od obrońców z pominięciem drugiej linii, bowiem pomocnicy byli myślami gdzieś zupełnie indziej. Z taką grą nie mieliśmy czego szukać i to przełożyło się na wynik w pierwszej połowie. Rosjanie słusznie zdobyli bramkę, pokazując nam, gdzie nasze miejsce. I znów jak mantra powracało wrażenie, że nasi gracze są bez formy, że stać ich jedynie na kilkanaście minut dobrej gry. To samo za kadencji Janasa i Beenhakera. Z czego to się bierze?Na szczęście mistrz taktyki Smuda musiał w przerwie powiedzieć piłkarzom kilka mocnych słów. A może sami przysiedli na tyłku, poważnie porozmawiali i postanowili wziąć się solidnie do roboty? Cokolwiek się nie wydarzyło, przyniosło efekt. Dudka odbierający piłki, Murawski prowadzący akcje do przodu. Stał się cud. Ale zdobyta bramka jest wyłączną zasługą naszego trio z Borussi (dokładnie Piszczka i Kuby). A dosłownie sekundy przed golem trzech polskich piłkarzy stało bez ruchu na boisku, patrząc na toczącą się leniwie obok nich piłkę, jakby pytali siebie nawzajem: "ty ją bierzesz, czy ja?". Łapiąc się za głowę, nie dowierzałem w to, co się działo, tym bardziej, że jakimś cudem stworzyliśmy z tego sytuację, którą Kuba perfekcyjnie zamienił na bramkę. I można się teraz tylko zastanawiać, co by było, gdybyśmy nie mieli tej trójki, która ratuje nam skórę. Bez dwóch zdań są to piłkarze wielkiego formatu, zasługujący na grę w najlepszych klubach Europy. Szkoda jednak, że Smuda zwlekał z przeprowadzaniem zmian. Po wyrównaniu, uważam, trzeba było pójść za ciosem. A jeśli nie, zostawiwszy nadal trzech defensywnych pomocników, to jednak należało wprowadzić szybkiego skrzydłowego kosztem Obraniaka, który męczyłby tam i rozrywał obronę Rosji. I tu oczywiście widziałbym Grosickiego, ale Smuda konsekwentnie nie chce dać mu szansy. Ani Rybus, ani Obraniak na skrzydle nie są w stanie zagrać tak, jak ten chłopak. Problem w tym, że skoro nie gra w tej drużynie, to wprowadziwszy go na kilka minut, trudno byłoby oczekiwać od niego pełnego zgrania z resztą zespołu. Ale jest to chłopak, który mógłby przeprowadzić szybką, indywidualną akcję. Potrzebni nam są tacy gracze.

Dziwi oburzenie Obraniaka, któremu te wrzutki wcale nie wychodziły tak znakomicie. Przynajmniej w pierwszej połowie. W każdym razie w ostatnich sekundach, kiedy potrzebowaliśmy pełnego skupienia i zaangażowania, jego złość i oburzenie mogły wprowadzać jedynie dekoncentrację. Szkoda też, że w końcówce nie chwytaliśmy się każdej okazji, jakby zadowalając się jednak tym remisem. W dziewięćdziesiątej minucie, mając piłkę pod polem karnym przeciwników, zaczęliśmy ją wycofywać do bramkarza, który wreszcie oddał ją Rosjanom długim wykopem. Całkowicie bez sensu. Szkoda, że Smuda poprzez swe decyzje marnuje nam trochę ten turniej. Ale nie ma też co wieszać psów. Ciągle jesteśmy w grze i strzeliliśmy już więcej bramek niż przez cały poprzedni turniej, w którym braliśmy udział (!) Trener bierze na siebie całą odpowiedzialność, a rozliczony zostanie po EURO. Nadal mamy ogromne szanse na ćwierćfinał, więc zamiast narzekać, pozostaje nam mocno trzymać kciuki i dalej kibicować naszym.
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o tym, kto wystąpi między słupkami w meczu z Czechami. Oczywiście, dopóki trener nie poda oficjalnego składu nic nie można powiedzieć na pewno, ale Smuda wyraźnie zasugerował na konferencji, że Szczęsny wraca do bramki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że chłopak po swoich wyczynach w meczu z Grecją zwyczajnie nie zasłużył na bezkrytyczne podejście. Nie chcę tu nikogo faworyzować, czy wywyższać, ale za błędy trzeba płacić po to, aby móc się na nich uczyć. W taki sposób też zbiera się cenne doświadczenie. Tytoń tymczasem uratował nam pierwszy remis i pewnie zagrał w drugim meczu, wykorzystując swoją szansę. Uważam, że niesprawiedliwym byłoby teraz odsuwanie go od składu. Ale to trener decyduje. Miejmy więc nadzieję, że Szczęsny to doceni, zrozumie i da z siebie sto procent, bo gdy gra na maksimum swych umiejętności, jest bezkonkurencyjny. A właśnie tak grający jest nam potrzebny
Damian Drabik

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz