piątek, 8 czerwca 2012

Piłkarskie święto

Tak, tak, już dzisiaj o godzinie 16:20 rozpocznie się ceremonia otwarcia Mistrzostw Europy. W końcu będziemy mogli z dumą powiedzieć, że Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie czas zacząć. Po 5 latach, od ogłoszenia wyboru gospodarza tegorocznego turnieju, po wieloletnich mozolnych przygotowaniach, wybudowaniu pięknych stadionów i znacznym skoku infrastrukturalnym w naszym kraju, z największą satysfakcją witamy 13 reprezentacji stacjonujących na terenie naszego kraju oraz tysiące wiernych kibiców przybyłych z całej Europy. Niezależnie od wyniku naszej Kadry Narodowej najbliższe 3 tygodnie to największe święto polskiego futbolu. Na bieżąco będziemy analizować grę poszczególnych reprezentacji i ich największych gwiazd. Zawsze aktualne tabele grup, ostatnie wyniki i obiektywne spostrzeżenia, to wszystko znajdziecie w naszym blogu.

A do pierwszego gwizdka odliczamy już nie dni, tylko godziny, minuty, a niebawem sekundy. Emocje są coraz większe i udzielają się chyba każdemu. Nie będziemy odkrywczy, mówiąc, że wiele zależy od pierwszego meczu. Niestety, poprzednie wielkie turnieje z udziałem naszej reprezentacji można było uznać za zakończone właśnie już po pierwszym spotkaniu. Szybko i boleśnie weryfikowali nasze marzenia Niemcy (EURO 2008), Ekwador (Mundial 2006) czy Korea Południowa (Mundial 2002). Potem, jak to się mówi, graliśmy o wszystko, na końcu zaś o honor. Jeśli żyć przeszłością, to naprawdę moglibyśmy mieć powody do obaw. Ale wiary kibiców nie da się tak łatwo złamać, tym bardziej, że nasi piłkarze raz za razem dostarczają nam argumentów, które pozwalają mieć nadzieję na sukces. A czym będzie sukces? Chyba wszyscy zgodnie stwierdzimy, że marzymy o wyjściu z grupy i to byłby niewątpliwy powód do świętowania.
Szczęśliwie na Grecję trener Smuda może wyprowadzić swoje najpotężniejsze działa. W porównaniu do wspomnianych poprzednich turniejów, kiedy często piłkarze byli albo przemęczeni, albo zupełnie brakowało im ogrania meczowego, tak teraz w wyjściowym składzie, poza kilkoma wyjątkami (Boenisch), trener ma do dyspozycji piłkarzy w najwyższej formie. Bez obwijania w bawełnę: trzech mistrzów Niemiec, podstawowy bramkarz Arsenalu Londyn, ważny gracz francuskiego Bourdeaux - to tylko niektórzy z chłopaków, którzy na co dzień grają często w swoich klubach. A to niezwykle ważne. Oczywiście najbardziej liczymy na nasze trio z Borussi Dortmund, czyli Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Piszczka. Jeśli oni będą w formie, to my nie mamy na co narzekać. Na reprezentacji ciąży gigantyczna presja, tym większa, że gramy u siebie i, że Polacy naprawdę mają już dość porażek i złudnych nadziei. Ale właśnie dzięki klubowym występom w najlepszych ligach, dzięki grze w Lidze Mistrzów oraz spotkaniach rozegranych już na naszych pięknych stadionach, przy dopingu kilkudziesięciu tysięcy kibiców, właśnie dzięki temu nasi chłopcy powinni odnaleźć w tej presji motywację i przynieść nam chlubę. Czego im, kibicom, i sobie życzymy z całego serca. Do boju!
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz